Czy na pewno wiemy co jemy? Kontrola jakości artykułów spożywczych.

Coraz częściej sklepowe produkty spożywcze nie spełniają naszych oczekiwań. Z rozrzewnieniem powracamy wspomnieniami do czasów, gdy wracając z zakupów zatrzymywaliśmy się na ławeczce, z pajdą chleba obserwowaliśmy bawiące się dzieci, a kiełbasę zawiniętą w papierowy arkusz zagryzaliśmy celebrując każdy kęs, napawający aromatycznym zapachem i smakiem.  Nie chcę się zbytnio rozpływać w zachwycie nad tamtymi czasami, bo wiemy jak było i czego nie było. Chcę natomiast zwrócić Waszą uwagę, że teraz jest wszystko, a mimo tego jakby czegoś nam brak. Tym słowem wstępu chciałabym przejść do meritum sprawy, mianowicie jakość produktów na półkach sklepowych. 

Nie będę się tu długo rozwodzić, czy  robić zakupy w renomowanym supermarkecie, a może osiedlowy sklepik zagwarantuje nam towar droższy, ale wyższej jakości. Wiemy jak jest, małe sklepy często same robią zaopatrzenie w marketach lub korzystają z tych samych dostawców i hurtowników. Za sprawą takiego postępowania mamy na krajowym rynku detalicznym misz masz, ale czego się spodziewać po gospodarce wolnorynkowej, i do kogo wylewać teraz żale? No więc pragnę się dziś podzielić swoimi spostrzeżeniami i wiedzą w tej materii. Być może rzucę kilka promieni światła na całą sprawę, świata nie naprawię, ale może go trochę wyklepię.

Mamy w Polsce taką organizację jak Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta. Zreformowany w czasach po pierestrojce, ma za zadanie m.in. przeciwdziałać zawieraniu antykonkurencyjnych porozumień i nadużywaniu pozycji dominującej na rynku, oraz kontrolować koncentrację przedsiębiorców. Dla mnie najważniejsze jest jednak to, że po roku 1996 rozszerzono zakres jego działań o ochronę interesów konsumentów, jednocześnie Prezesowi Urzędu podporządkowując Głównego Inspektora Inspekcji Handlowej. Ponieważ Urząd jest powołany poniekąd w celu ochrony nas konsumentów, jakby wskazywała na to nazwa, to moim zdaniem warto zapoznać się z efektami jego pracy i przeczytać to co mają nam do zakomunikowania, a mają sporo.

Na stronie jednego z Wojewódzkich Inspektoratów Inspekcji Handlowej, podległego pod UOKiK, znajdujemy sprawozdanie z działalności w 2012 roku. I tak w tymże ich raporcie czytamy m.in. o wyniku kontroli bezpieczeństwa artykułów rolno-spożywczych i gastronomicznych, podczas której odwiedzono 8 870 przedsiębiorców. Zaskoczyło mnie, że dopatrzono się aż tak wielu nieprawidłowości związanych z wadami jakości artykułów, niezgodną deklaracją zawartości netto, nieprawidłowym oznakowaniem i przeterminowaniem partii produktów. Badania o których piszę, prowadzone były głównie w specjalistycznych laboratoriach kontroli żywności i objęły swoim zasięgiem województwo śląskie. Niektóre produkty takie jak warzywa, owoce, pieczywo i elementy mięsa składowanego luzem,  podlegały analizie organoleptycznej bezpośrednio w kontrolowanych placówkach.

Uczulam więc, że z artykułów na które musimy zwrócić szczególną uwagę na pierwsze miejsce wysforowało się masło z nieprzyzwoitym wynikiem 37,8 proc. zakwestionowanych jakościowo partii. W czołówce uplasowało się również mleko oraz przetwory mleczne, mrożonki, a także ryby, kręcąc się w obszarze ok. 20 punktów procentowych zakwestionowanej ilości ze względów jakościowych. Z przykrością muszę Was poinformować, że także jaja, owoce, mięso i wiele innych artykułów spożywanych przez nas na co dzień, kupujemy jak widać trochę na zasadzie loterii pod nazwą szczęśliwy traf.

I tak podważonej jakości masło, odznaczało się kruchą konsystencją, wyczuwanym posmakiem tłuszczu obcego i steroli pochodzenia roślinnego. Również inne przeroby mleczne wykazywały wielokrotnie zawartość tłuszczu niezgodną z deklaracją producenta. W przetworach mleka koziego i owczego odnajdywano wykwity pleśni, oraz obecność krowiej kazeiny, a także nie wykazaną w składzie obecność soli i substancji konserwujących.

W mięsie surowym raziła nietypowa barwa mięsa mielonego wieprzowego, obecność folii oraz zawyżona zawartość tkanki łącznej. Jak wskazano w raporcie, nagminnie przekraczano deklarowane zawartości ilości tłuszczu i soli. Jednak chyba najbardziej zaniepokoiła mnie obecność związków fosforu dodanego, azotanów i azotynów, których nie podano w składzie wyrobów.

Przetworom zbożowym zarzucono niewłaściwą, plamistą barwę, wyraźnie stęchły zapach, brak zadeklarowanych na etykiecie składników lub ich obniżona zawartość, w szczególności dotyczy makaronów o nieodpowiedniej zawartości jaj. Podawano błędne wartości tłuszczu w tabelach wartości odżywczej.

Oszustwem parają się też liczne zakłady gastronomiczne, które celowo zaniżają masy potraw w tym zawartość składników głównych. W napojach alkoholowych serwują zaniżoną ilość alkoholu, oraz często zastępują drogie renomowane składniki i trunki tańszymi odpowiednikami.

Więc pytam się co jest z wami producenci, sprzedawcy i przedsiębiorcy gastronomiczni nie tak!? Jak daleko przesuniecie granicę przyzwoitości, żeby nas oszukać dla swoich korzyści finansowych? Wiem, że można zasłaniać się winą po stronie dystrybutora, że wady produktów są niejednokrotnie wynikiem nieprawidłowego przechowywania oraz złego transportu, no ale przecież jeżeli chodzi o skład na etykiecie to jak nie wsypiecie konserwantów to ich tam nie będzie, prawda? A jak już musicie wsypać to waszym psim obowiązkiem jest poinformowanie o tym nas konsumentów, poprzez wykazanie tego składnika na opakowaniu. Tymczasem dowiadujemy się, że nieprawidłowości są wynikiem źle przeprowadzonych procesów technologicznych, niezgodnym z przepisami stosowaniem substancji dodatkowych i podmianą używanych surowców na o wiele tańsze substytuty. Instytut informuje, że stwierdzone niezgodności były w części wynikiem celowego zafałszowania, to znaczy że nie ma usprawiedliwienia na ten proceder. Robicie piękne reklamy, stawiacie na marketingową dźwignie handlu. W spotach pokazujecie szczęśliwe rodziny, zajadające się waszymi zdrowymi produktami, a faszerujecie nas kitem, popeliną i ogólną obstrukcją przemysłową. Dlatego wzbudziliście w społeczeństwie nieufność i uczucia daleko idącego podejrzenia do tego co mówicie i co obiecujecie.

Zdaje się, że całkowicie nie jesteśmy w stanie uchronić się od produktów złej jakości i świadomie pożywiać się tylko tymi składnikami, na które się decydujemy, i które odnajdujemy na etykietach produktów, unikając przy tym konserwantów i innych substancji chemicznych. Na rynku jest jednak wielu uczciwych producentów, którzy niekiedy z braków środków nie są w stanie przebić się ze swoimi artykułami na skalę ponadregionalną. Są też tacy, którzy odnieśli sukces na drodze prowadzenia polityki proekologicznej, w harmonii z naturą i człowiekiem. Tych powinniśmy szanować i wspierać, a jak ich znaleźć to już postaram się rozstrzygnąć w kolejnych artykułach.

Drodzy czytelnicy pamiętajcie też, że jeżeli spotkacie się z rażącymi naruszeniami waszych praw konsumenckich, jeżeli poczujecie się oszukani przez producentów, jeżeli stwierdzicie, że sprzedawca oferuje Wam towar wybrakowany, przeterminowany, to macie możliwość zgłoszenia skargi konsumenckiej w Inspekcji Handlowej. Nieuczciwi producenci podlegają surowym karom pieniężnym, a ich triki mogą spowodować zgłoszenie sprawy do organów ścigania.

 

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*


45 − = 41