Słowem wstępu

Na wstępie śpieszę z wyjaśnieniami dla wszystkich, którzy śledzili mojego bloga i poczuli się skonsternowani pojawieniem się nowej zakładki poświęconej tematyce zdrowia i urody. Jak zauważyliście moje przepisy mają jeden wspólny mianownik, wszystko co gotuję robię od podstaw, unikając jak ognia stosowania pół produktów i wyrobów wcześniej przetworzonych przemysłowo. Nie popadając w skrajności, nie czuje się naznaczona brzemienną potrzebą mleć ziarna na mąkę czy krystalizować cukier z buraków, o nie to już nie jest mój styl. Chciałam przez to powiedzieć, że jestem jak najbardziej za wykorzystaniem wszelakiego rodzaju cudów techniki, aby uprościć sobie życie i skrócić czas pracy podczas przygotowania posiłków, jednak nie na drodze kompromisu z jakością i smakiem. Zdałam sobie z tego sprawę pewnego dnia siedząc w małej restauracyjce popularnego w Warszawie centrum handlowego, gdzie w oczekiwaniu na zupę krem z pora podsłuchałam niechcący rozmowę kucharzy szukających się do wydania dania – „… a glutaminianem sypałeś – sypałem, sypałem”. Gracias panowie gentelmeni, natchnęliście mnie do zastanowienia i refleksji na temat zdrowia wynikającego z racjonalnej polityki żywieniowej organizmu.

Zdowie i uroda

Zdowie i uroda

Zaczęłam poszukiwać swojego kamienia filozoficznego, a im głębiej w las tym więcej drzew. Więc z początku zaznajomiłam się z fascynującą paletą spulchniaczy, barwników i konserwantów, których nazwy i działanie są opisane i ogólnie dostępne w Internecie. Proste zakupy w sklepie przeobraziły się w śledztwa bohaterów powieści Arthura Conan Doyle’a, gdzie z lupą przemierzałam alejki produktów, demaskując zawoalowane spisy składników występujących na etykietach. Bo jak być może wcześniej zauważyliście nowoczesny biostailowiec chodzi do sklepu z tabelą na kartce, w której trzy kolumny odpowiadają kolejno za nr. E, nazwę składnika oraz jego zastosowanie i działanie, w tym uboczne. Kto połknął bakcyla ten wie, że jest to pierwsze stadium olśnienia na drodze do zdemaskowania przestępców. Tak są to mocne słowa ale o tym zdążę jeszcze powiedzieć. Tak więc zaniepokoiłam się, że być może jestem trybikiem w teorii spisku przeciw naszemu zdrowiu i tam gdzie niektórzy się zatrzymali ja postanowiłam pójść dalej. Zaczęłam zadawać sobie pytania, czym karmię swoich bliskich, co polecam do jedzenia czytelnikom tego bloga, kto chciałby przymknąć oko na sztuczki producentów żywności, a w końcu dlaczego wielu twierdzi, że chorujemy bo jemy niezdrowo, a lekarze zatarli w sobie umiejętność holistycznego spojrzenia na stan zdrowia pacjenta.

Otóż moi mili wyjaśnienie leży pod nosem, po prostu przestudiujcie wybrane statystyki i raporty opublikowane na stronach World Health Organization (WHO), przeanalizujcie obroty firm i koncernów farmaceutycznych, a jeżeli macie możliwość to porozmawiajcie szczerze off the record z ludźmi funkcjonującymi w tej hermetycznej branży. Wszystko co nas otacza, a nie da się spieniężyć jest bezwartościowe dla pragmatyka i człowieka biznesu. A jak najłatwiej i najskuteczniej zapewnić sobie stały ciepły dochód ze sprzedaży produktu – opatentować go, a następnie wspierając się na barkach sowicie opłaconych autorytetów naukowych przekonać opinię publiczną o jego skuteczności i niezbędności. Na marginesie, wiecie jak Isaack Merritt Signer skutecznie opatentował pierwszą maszynę do szycia? W sprawozdaniu patentowym wpisał, że jego urządzenie wykorzystuje igłę z dziurką w szpicu. Patent nie do obejścia, no więc teraz już rozumiecie dlaczego np. ziarna z pestki moreli są bezużyteczne w farmaceutyce – oczywiście dlatego, że nikt nie jest w stanie ich opatentować, a tym samym czerpać z nich intratnych korzyści finansowych.

Tak więc mój nowo otwarty dział tematyczny poświęcony zdrowiu będzie obejmował artykuły wskazujące na racjonalizm żywieniowy w znaczeniu nonkonformistycznego starcia z fałszywymi teoriami pokutującymi w przemyśle spożywczym i farmaceutycznym. Będzie prowadzony w oparciu o własne spostrzeżenia i wnioski wyciągnięte na drodze analizy materiałów naukowych, publikacji i rozmów z ekspertami. Postaram się uchwycić ziarno prawdy w niepopularnych poglądach tak zwanych ludzi z poza układów i odsiać je od zwariowanych radykalnych werdyktów samozwańczych uzdrawiaczy. Wszystko co znajdziecie i przeczytacie piszę, pisałam i będę pisać w przeświadczeniu, że jest to obiektywna prawda, której promocja przyczyni się do poprawy zdrowia kogoś, kto to przeczyta, usłyszy z przekazu i zgodzi się z moimi argumentami. Jednakże uczulam na fakt, że nie jestem lekarzem, farmaceutą, ani osobą z uprawnieniami do diagnozowania chorób i implementowania kuracji. Moim celem jest powiedzieć głośno co słyszę, a co Wy sami z tym zrobicie to już Wasza sprawa.

 
Tagi:

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*


+ 88 = 89