Spór o witaminę C, naukowcy podzieleni.

Wszystkim dobrze znana witamina C (kwas askorbinowy), stosowana w leczeniu wszelkiego rodzaju wirusów i infekcji, stała się kością niezgody dzieląc przedstawicieli świata nauki na dwa antagonistyczne obozy. Spór jest już dość zaszły, tylko jak widać nie zostaliśmy o nim w porę poinformowani, no bo i po co, nam laikom zaprzątać głowę tak skomplikowanymi sprawami. Dokładnie chodzi więc o to, że naukowcy nie za bardzo potrafią sobie wzajemnie wyjaśnić jak właściwie działa ta witamina na nasz organizm i w jakich ilościach powinniśmy ją dawkować. Rozbieżność zdań jest na tyle istotna, że jedni wskazują na dzienną normę żywieniową 50 mg, a inni na 18 000 mg. Dodatkowo niepokoi fakt, że z obydwu stron głos zabierają wybitne autorytety medycyny stosowanej, włączając w to podwójnego noblistę profesor Linus Paulinga. Temat stał się na tyle frapujący, że szybko zaczął się rozkręcać w internetowej karuzeli amatorskich detektywów śledczych, którzy jak mniemam działając w dobrej wierze intensywnie przekonują nas o ukrywanych przed światem dodatkowych walorach leczniczych C.

Idąc za przykładem profesora Paulinga, wielu ortomolekularnych lekarzy w zaciszu swoich klinik stosuje na pacjentach terapie polegające na aplikowaniu choremu codziennej dawki kilkudziesięciu tysięcy mg kwasu askorbinowego. Twierdzą przy tym, że w ten sposób są w stanie skutecznie wyleczyć organizm nie tylko z infekcji wirusowych, ale także zniszczyć komórki nowotworowe. Dodatkowo powoli przebija się opinia, że w celach profilaktycznych wskazanym jest uzupełnianie C w dziennym limicie dochodzącym nawet do 10 000 mg, w zależności od naszego organizmu.

Normy żywieniowe, w tym ilościowe zapotrzebowanie człowieka na witamin przygotowywane są przez Instytut  Żywności i Żywienia przy konsultacji z ekspertami FAO, WHO, UNU oraz EFSA. Nowelizacja norm żywienia w 2012 roku, pod redakcją prof. dr hab. med. Mirosława Jarosza, jest ogólnie dostępna na stronie IŻŻ. W dokumencie tym wyjaśnione są metody obliczeniowe dawek, powołując się na obecny stan wiedzy, ale co ciekawe wbrew obiegowej opinii nie wskazano negatywnych skutków powodowanych przedawkowaniem witaminy C. I to możecie sprawdzić sami, gdyż w dokumencie tym jest mowa o konsekwencjach niedoboru lub nadmiaru witamin w organizmie. Sprawa została postawiona uczciwie, w przypadku C nie wskazano niebezpieczeństwa nadmiaru tej witamin, ani żadnych konsekwencji związanych z przedawkowaniem.

Być może z tego względu wiele osób, w tym również wśród moich znajomych, ośmieliło się przeprowadzić testy stawiając się w roli królików doświadczalnych przyjmujących astronomiczne dawki kwasu askorbinowego. O dziwo kuracje przebiegły nadzwyczaj pomyślnie. Po pierwsze dlatego, że dawka 10 000 mg C dziennie nikomu nie zaszkodziła, w perspektywie póki co 3 miesięcy. Po drugie zauważone były jednak wymierne korzyści. Zanik porannego kataru chronicznego i brak infekcji wirusowych w okresie stosowania, a wraz z tym poprawa samopoczucia. Ustąpiły też problemy z porannym wstawaniem, co można tłumaczyć szybszą regeneracją organizmu.  Może Was to dziwi, ale właśnie na podstawie takich testów publikuje się badania farmaceutyczne i rejestruje leki. Koncern farmaceutyczny bierze grupę 50 osób, podaje im pod czujnym okiem lekarzy specjalistów na przemian prototypowe preparaty, oraz placebo i wyciąga wnioski podliczając w tabelce za i przeciw, ilu pacjentom zaszkodziło, a ilu pomogło.

Z pośród wielu zagorzałych entuzjastów przekonanych o zbawiennym wpływie witaminy C na ludzki organizm warto wspomnieć o amerykańskim lekarzu i naukowców doktorze Fredzie R. Kleiner, który w latach czterdziestych prowadził badania aplikując swoim pacjentom chorym na polio potężne dawki witaminy C. W późniejszych raportach uwzględnił informację o wyleczeniu 60 pacjentów na 60 leczonych w czasie trwania amerykańskiej epidemii polio. Na dorocznym zjeździe Stowarzyszenia Lekarzy Amerykańskich przedstawił szczegółowe wyniki badań, a następnie opublikował je w czasopiśmie medycznym „Southern Medicine & Surgery”, jednak w obu przypadkach nie doczekał się na komentarz do swoich badań ze strony branży farmaceutycznej. Dla zainteresowanych podaję link do kompendium wiedzy z pracami naukowymi lekarzy, którzy w ubiegłym stuleciu potwierdzili skuteczność leczniczej terapii wysokiego dawkowania witaminy C – http://www.seanet.com/~alexs/ascorbate/.

I jeszcze jedna bardzo ważna rzecz, o której nie miałam okazji powiedzieć. Niektórzy producenci witaminy C, notabene w których bezsprzecznym interesie jest rozpowszechnianie informacji o praktykowanych terapiach, wskazują na zagrożenie związane z nieprawidłowym doborem rodzaju witaminy C. Otóż okazuje się, że na rynku dostępna jest witamina prawo-lewo skrętna oraz lewoskrętna. Różnią się ceną oraz stopniem przyswajalności. Pojawiły się opinie, na które nie należy pozostawać głuchym, że tylko ta lewoskrętna rzeczywiście przyniesie oczekiwany efekt. Tłumaczeniem takiego stanu rzeczy jest występowanie izomerów kwasu askorbinowego typu L i D, z których ten drugi jest całkowicie nieaktywny biologicznie. Osobiście skłaniam się ku tej teorii i dodam od siebie, że witamina C nie występuje w przyrodzie samodzielnie, więc jeżeli już zamierzamy ją w jakiś sposób suplementować, to najlepiej z bioflawonoidami, czyli naturalnie występującymi substancjami fitochemicznymi, które znajdują się w roślinach. Pijąc np. soki owocowe organizm zachowa naturalną harmonię przy wprowadzeniu dodatkowych ilości witaminy C.

Ponieważ nie jestem lekarzem ani biochemikiem, to nie wypada mi zająć wiążącego stanowiska w kwestii dawkowania kwasu askorbinowego, oraz jego wpływu na organizm. Moim celem było jedynie zwrócenie Waszej uwagi na ten aspekt, który możecie skonsultować z własnym lekarzem. W Internecie znajdziecie wiele dodatkowych informacji na ten temat, oraz wskazówki z czym należy zażywać witaminę C, aby była lepiej przyswajalna. Pamiętajcie, że kwestią która nie podlega dyskusji jest niebezpieczeństwo związane z jej niedoborem w organizmie. Witamina ta jest niezbędna w przemianach metabolicznych człowieka, który nie ma zdolności do jej syntezy, czyli własnej produkcji. Jeżeli palicie papierosy, pijecie kawę lub spożywacie alkohol, to zabijacie ją w bardzo szybszym tempie. Gdy jej nie uzupełnicie do minimalnego wymaganego przez Wasz organizm poziomu, który zostało określony m.in. przez Instytut Żywności i Żywienia,  to narażacie się na poważne konsekwencje zdrowotne, które mogą wypłynąć dziś lub w przyszłości.

 

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*


− 6 = 2