Suplementy diety, pomagają czy szkodzą?

Od wielu lat obserwujemy wzmożony rozwój biotechnologii, a także jej znaczny wpływ na medycynę. Tym samym odsunęliśmy się od starych, tradycyjnych metod ziołolecznictwa i przekazywanych z pokolenia na pokolenie sposobów leczenia, dzisiaj zwanych medycyną niekonwencjonalną. Z reguły dopatrujemy się w tym procesie postępu cywilizacyjnego negatywnych aspektów, ale dziś w drodze wyjątku zastanówmy się jak możemy tą nową wiedzę wykorzystać dla nas z korzyścią.

Trzeba przyznać, że w ostatnich 25 latach dokonał się zasadniczy przewrót w nauce. Poszerzono wiedzę z zakresu witamin, mikroelementów, tłuszczy i cholesterolu. Odkryto lub zbadano antocyjany, flawonoidy, antyoksydanty, biopolimery, probiotyki, koenzymy, likopeny, przyjazne bakterie, indeks glikemiczny, różnice w biodostępności i wiele, wiele innych. Przede wszystkim nauczyliśmy się izolować, bądź ekstrahować z natury różne substancje, które pełnią ważne funkcje w naszych organizmach. I wpadliśmy w pułapkę tej naszej wiedzy, gdyż odkryliśmy mnóstwo chorób, mnóstwo sposobów ich leczenia i jeszcze całą masę działań profilaktycznych. Idąc tą drogą zaczęliśmy definiować potrzeby swojego organizmu w oparciu o papkę jaką nam serwują na co dzień reklamodawcy, wykorzystujący wszelkie dostępne kanały mediowe, używający najlepszych dźwigni marketingowych i sposobów wpływania na naszą świadomość i podświadomość. Staliśmy się narodem, w którym wszyscy znają się na piłce nożnej i medycynie.

Nie będę zagłębiała się dziś w mechanizmy funkcjonowania przemysłu farmaceutycznego oraz suplementów diety, ale z pewnością zdajecie sobie sprawę z tego, że jest to wielki biznes. My jesteśmy rynkiem zbytu. Co chwilę dowiadujemy się o sensacyjnych, przełomowych odkryciach na polu walki z procesem starzenia, które jeszcze wczoraj nie były znane nauce. A czy wiecie, że taki proszek z kory cynamonowca, czy pospolite oregano mają rzeczywistą wartość ORAC dziesiątki razy wyższą niż absurdalnie drogie preparaty z acai, noni, mangostanu, egzotycznych śliw czy alaskańskich jagód? Jutro dowiemy się zapewne o zapomnianych recepturach Majów, odszyfrują starodawne tablice w sanskrycie i odkopią polinezyjskie przepisy na urodę.

Ale do brzegu, bo czas nas goni. Uważam, że suplementy diety to nie jest zło całego świata, wręcz przeciwnie, niektóre mogą nam się bardzo przydać, tylko wszystko z rozsądkiem i w oparciu o jakieś, bądź co bądź, badania stanu zdrowia naszego organizmu.

W naszym organizmie wyróżniamy 11 pierwiastków stałych, z czego węgiel, tlen, wodór i azot stanowią 99 proc., a sód, potas, wapń, magnez, fosfor, siarka i chlor 0,9 proc. Istnieje dodatkowo 16 pierwiastków, ale obecnie funkcjonuje opinia, że akumulowanie pewnych składników mineralnych przez organy nie stanowi gwarancji o ich niezbędności. Należą do nich: wanad, chrom, żelazo, kobalt, molibden, bor, krzem, selen, fluor, jod, arsen, brom, cyna, glin, rubid i german. Brak w źródle żywieniowym pierwiastków niezbędnych prowadzi do choroby, anomalii metabolicznych, zaburzeń w rozwoju, braku reprodukcji lub śmierci.

Suplementacja organizmu rzeczywiście może mieć bardzo duży pozytywny wpływ na nasze zdrowie, ale nie dobierajmy ich na bazie wyników z przeprowadzonych badań krwi. Chociażby dlatego, że mogą zmienić się one radykalnie w bardzo krótkim czasie. Zasadnym jest, żeby co kilka lat dokonać np. analizy pierwiastkowej włosa. Badanie takie bezpośrednio wskazuje na niedobór bądź nadmiar konkretnych pierwiastków w ustroju.

Jeżeli zdecydujecie się na zakup suplementów to zwróćcie uwagę na ich jakość. Część może okazać się bezwartościowa, inne mogą się wzajemnie wykluczać lub powielać z tymi, które już zażywacie. Musujące tabletki dostępne w marketach za kilka złotych, które zawierają witaminy i mikroelementy, to raczej bezwartościowe dropsy. Witamina E, rozpuszczalna tylko w tłuszczach, jest  zupełnie nieprzyswajalna po rozpuszczeniu w szklance wody. Dodatkowo mogą składać się one z samych wypełniaczy oraz wątpliwej jakości słodzików chemicznych. Z kolei kupując produkty w aptekach nie kierujcie się opinią stojącego za ladą magistra farmacji. Pamiętajcie, właściciele aptek i sprzedawcy są systematycznie odwiedzani przez przedstawicieli handlowych firm farmaceutycznych. Producenci suplementów motywują aptekarzy do promowania ich produktów poprzez różnego rodzaju systemy lojalnościowe. Dziś dostanie długopis, jutro wino, a za miesiąc podniosą jego zysk ze sprzedaży danego asortymentu. Wiem, że takie nawet drobne gratyfikacje działają bardzo motywująco w tej branży. Osobiście byłam przy spotkaniu z pewną popularną siecią zrzeszającą dużą ilość aptek w Polsce, której kierownictwo chciało zamówić produkcję magnezu. Na pytanie jakiej oczekują jakości odparli, że to jest kwestia drugoplanowa, liczy się cena, a towar się puści. No ręce opadają. Same koszty produkcji suplementu diety są stosunkowo niewielkie. Natomiast cena finalna to wypadowa polityki firmy, która chce je pozycjonować na przykład jako produkty premium, lub która w drodze wejścia na rynek poniosła ogromne koszty związane z reklamą i marketingiem i teraz musi odbić stratę na marży. Trzeba Wam bowiem wiedzieć, że nowy producent nie uzyska zgody na wprowadzenie swoich produktów do hurtowni, która jest najlepszym dystrybutorem, jeżeli nie przedstawi jej kierownictwu realizowanego planu reklamowego. Znam producenta, który chcąc wprowadzić nowy produkt do apteki musiał w jej pobliżu wykleić billboard reklamą.

 Tak więc reasumując, starajmy się żyć zdrowo, wspomagajmy organizm suplementami w okresach przeciążenia lub w przypadku zdiagnozowanych braków pierwiastków i witamin, ale pamiętajmy, wszystko z umiarem. Pamiętajcie, że dieta i suplementacja bez systematycznych ćwiczeń będzie nieefektywna. Ruszajmy się przynajmniej trzy razy w tygodniu, to jest minimum aby utrzymać jako taką sprawność fizyczną.

 

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*


+ 41 = 47